Czasami są takie chwile w życiu człowieka, że ma ochotę powtórzyć za Franzem Maurerem „Nie chce mi się z Tobą gadać”. I taka chwila nadeszła właśnie w życiu Emilii. Patrzyła jak jej od dwóch minut były chłopak wije się przed nią i próbuje idiotycznie tłumaczyć ze swojego skoku w bok na ostatniej imprezie u Łysego. Cała sytuacja była tak żenująca, że Emilia marzyła, żeby natychmiast wyjść z mieszkania Andrzeja. Nie mogła już dłużej znieść jego płaczliwego tonu i przekonywania jej jak bardzo ją kocha.
Gdyby o całej sytuacji usłyszała od kogoś, kto był na imprezie, to na bank uznałaby, że ten ktoś chce rozdmuchać aferę jej kosztem. Nie posądziłaby Andrzeja o zdradę, ani o żadną ze złych rzeczy jaką ten ktoś mógłby mu przypisać. Od razu wyszłaby z założenia, że cała historia jest przerysowana i już pewnie dorobiła się kilku wariantów, jak to bywa w zabawie w głuchy telefon. Sytuacja była niestety inna.
Dzień wcześniej, czyli w piątek ok. 23:00, kiedy kładła się spać, zapikało na jej Flipie kilka powiadomień. Myślała, że you tube znowu podsyła jej zupełnie nie trafione propozycje muzyczne. Jakże była więc zdziwiona, kiedy na ekranie telefonu pojawiła się relacja na Facebooku z imprezy u Łysego. Główne role odgrywał jej facet i, musiała obiektywnie przyznać, całkiem ładna blondynka. Byli tak pochłonięci całowaniem się, że nie zauważyli, że zostali sfilmowani. Emilia nie pamiętała, żeby kiedykolwiek Andrzej był tak przyssany do niej, a byli ze sobą od 16 roku życia. Za kilka tygodni mieli obchodzić 3 rocznicę i Emilia już planowała romantyczną niespodziankę. Niestety okazało się, że te wspólne lata przegrały z seksowną blondi. Serce Emilii ścisnęło się tak, jakby ktoś wyssał z niego całe powietrze i zostawił próżnię. Przez kilka chwil nie mogła złapać oddechu, bo przeżyty szok był tak duży. Rodzice i brat już spali, więc postanowiła, że musi zapanować nad emocjami i wzbierającą rozpaczą, żeby nie zakłócić im snu. Leżała więc w swoim pokoju i płakała w poduszkę. Zastanawiała się kto jest autorem relacji i jakim cudem ją zobaczyła skoro zupełnie nie znała nika tego człowieka. Podejrzewała, że to jakiś kolega Andrzeja wymyślił, że się z niego ponabija i zrobi mu kompromitujący dowcip. Po chwili uznała jednak, że to mało prawdopodobne, bo po 3 latach znała wszystkich jego kumpli i była z nimi polubiona na FB. To musiał być więc ktoś z grona Łysego. Przez to, że jego też „polubiła” na FB, miała dostęp do relacji jego znajomych. Tak naprawdę nie lubiła tego typka i mu nie ufała, ale Andrzej z jakiegoś powodu bardzo cenił sobie jego towarzystwo. Na wszelki wypadek chciała mieć rękę na pulsie. Nie sądziła, że jej potrzeba zapewnienia potencjalnego bezpieczeństwa (cokolwiek to znaczyło) swojemu chłopakowi obróci się przeciwko niej.
Tej nocy nie przespała ani minuty. Na zmianę płakała to znów wzbierał w niej gniew i pragnienie zemsty, po których następowało kolejne załamanie. Dobrze, że była sobota i nie musiała iść do pracy. W ciągu tygodnia dorabiała sobie wakacyjnie w sklepie odzieżowym, a Andrzej na magazynie w sklepie RTV. Odkładali pieniądze, żeby razem gdzieś wyjechać we wrześniu, przed rozpoczęciem się roku akademickiego. Cóż, odłożone pieniądze Emilia postanowiła wydać na wyjazd, ale na pewno już nie z Andrzejem.
Rano postarała się pierwsza dotrzeć do łazienki, żeby nikt z rodziny nie zauważył, w jakim jest stanie. Ubrana i umalowana skutecznie ukryła fakt przepłakanej nocy. Nikt w domu niczego się nie domyślił. Kiedy wróciła do pokoju, przejrzała szczegółowo półka po półce i zebrała wszystkie pamiątki i prezenty, jakie dostała od Andrzeja. Trochę się zdziwiła, że było tego aż tak dużo. Ledwo domknęła pudełko. Celowo znalazła bardzo ładne i ozdobne, żeby wyglądało jak elegancki prezent.
Andrzej od jakiegoś czasu mieszkał samodzielnie. Babcia w spadku zapisała mu mieszkanie. Dwa lata przed śmiercią zrobiła w nim remont, więc Andrzej mógł wprowadzić się na gotowe. Rodzicom pasowało to, żeby syn poszedł na swoje, choć wiadomo, że nadal to oni opłacali czynsz i finansowo dokładali się do jedzenia. Oficjalnie jednak mieszkanie było jego. Któregoś dnia, na romantycznym spacerze nad brzegiem rzeki, wręczył jej małe pudełeczko. Emilia była zdziwiona, bo wyglądało, jak takie na pierścionek zaręczynowy. Przeszedł ją wtedy dreszcz zgrozy. Małżeństwo to była pieśń odległej przyszłości, o ile w ogóle kiedykolwiek zdecyduje się na taki krok. W pudełeczku nie było jednak pierścionka, tylko klucz. Andrzej wyjaśnił jej, że skoro są tak długo razem to Emilia ma prawo mieć klucz do jego mieszkania i przychodzić do niego kiedy tylko zechce, a jak będzie chciała to może nawet zamieszkać z nim, bo to go uszczęśliwi najbardziej na świecie. Ten gest wiele wówczas znaczył dla Emilii. Klucz do mieszkania przyjęła z wdzięcznością i popłakała się ze wzruszenia. Nie miała jednak zamiaru mieszkać na koszt rodziców Andrzeja i zaproponowała, żeby decyzję o wspólnym mieszkaniu odłożyć do momentu rozpoczęcia studiów. Faktycznie kilka razy skorzystała z zaproszenia swojego chłopaka i odwiedziła go wieczorową porą, żeby przygotować z nim wspólną romantyczną kolację. Nie nadużywała jednak gościnności i zaufania swojego chłopaka. Uznała, że na wszystko w życiu przychodzi odpowiednia pora. Teraz też taka nastąpiła. Klucz musiał wrócić do właściciela. Ale zanim go odda skorzysta z niego ostatni raz.
Jakby nigdy nic ok. 11:00 powiedziała rodzicom, że idzie do Andrzeja. Nie zwrócili na to szczególnej uwagi. Córka była w tym związku już tak długo, że traktowali chłopaka jak potencjalnego zięcia. Wzięła ze sobą pięknie zapakowane i szczelnie zamknięte pudełko, które tak pieczołowicie wypełniła wspomnieniami z 3 lat. Mieszkanie znajdowało się na szczęście całkiem blisko. Mogła dojść tam na piechotę i po drodze kupić w sklepie spożywczym kilka drobiazgów. Kiedy dotarła na miejsce otworzyła sobie drzwi kluczem i wparowała do mieszkania krzycząc z całym entuzjazmem na jaki było ją stać:
– Cześć kochanie to ja!
Z pokoju doszedł ją zbolały pomruk. Okazało się, że Andrzej jeszcze odsypiał ostatnią noc. Wygrzebał się z łóżka i cierpiąc z powodu kaca dowlekł się do Emilii, żeby się z nią przywitać.
– Cześć Emi! Sorry, że jestem w takim stanie. Przegiąłem z Jackiem Danielsem. Ja nie wiem skąd Łysy ma dostęp do takich ilości alkoholu.
– Czyli dobrze się bawiłeś? – zaśmiała się pobłażliwie Emilia
– No niby tak, ale bez Ciebie to jednak nie to samo.
Gdy usłyszała to zadnie naszła ją ochota, żeby chwycić doniczkę z kwiatkiem, którego kupiła mu jak się wprowadzał, i rozbić mu ją na głowie. Opanowała się jednak i trzymała roli.
– Oj Andrzejku, jakie to miłe – zaświergotała słodko i mocno go przytuliła. W odpowiedzi objął ją na tyle, na ile siły mu pozwalały.
– Jak mnie boli głowa – zajęczał
– Spokojnie. Domyślałam się, że tak będzie. Kupiłam sok pomidorowy i aspirynę. – uśmiechnęła się do niego i w mig podała mu szklankę soku oraz dwie tabletki. – Zaraz poczujesz się lepiej – powiedziała tonem, który miał dać mu poczucie, że jest otoczony miłością i opieką.
– Jesteś aniołem. Co ja bym bez ciebie zrobił. – ton głosu wskazywał, że chłopak jest szczerze wzruszony troskliwością swojej dziewczyny. Emilii jednak coraz trudniej przychodziło udawanie. Gdy usłyszała, że jest aniołem, zaśmiała się złośliwie w duchu. Andrzej dzięki temu, że przespał cały poranek nie wiedział o nagraniu i niczego się nie spodziewał.
– Kochanie a co to za pudełko? Czy ja zapomniałem o naszej rocznicy? – zaczął realnie panikować na widok postawionego przy drzwiach pudła.
– Nie, nie, to dopiero za 3 tygodnie, ale pomyślałam, że możemy się do tego jakoś przygotować. Ale to dopiero po śniadaniu. Co ci zrobić?
– Wszystko co zrobisz zjem z wdzięcznością. Jesteś jedyna na świecie. – Podszedł do niej, kiedy stała przy blacie i szykowała mu pełne zdrowych dodatków kanapki i jajecznicę, i ją objął.
– Eh, skarbie Jack Daniels jeszcze kręci się w zakamarkach. Idź proszę się wykapać. Jak wrócisz śniadanie będzie gotowe – ponagliła go z uśmiechem.
– Tak jest pani kapitan – zasalutował dla żartu udając żołnierza i poszedł do łazienki.
Emilia w tym czasie stała oparta o stół, łapała oddech i nerwowo zaciskała nóż. Bardzo niewiele jej brakowało, żeby się rozryczeć, ale stale sobie powtarzała, że na to przyjdzie czas jak stąd wyjdzie. Teraz całą operację, musi przeprowadzić do końca.
Kiedy Andrzej wyszedł z łazienki wykąpany i przebrany przyznał, że czuje się już lepiej i to dzięki tej aspirynie, którą podała mu Emilia. Na te słowa tylko się do niego słodko uśmiechnęła i zaprosiła na śniadanie. Była zadowolona z efektu. Wszystko wyglądało smacznie i tak też smakowało. Kiedy pozmywała wzięła pudło z korytarza.
– Czas, żeby Ci powiedzieć co przyniosłam. Zrobimy sobie sentymentalną podróż do naszych początków.
-Wow, Emi brzmi fajnie. Pokaż co tam masz. – zawołał pełen entuzjazmu Andrzej.
Emilia zaczęła wyciągać każdą rzecz, którą przyniosła. Wspólnie wspominali kiedy ją dostała, gdzie Andrzej ją kupił i z jakiej okazji. Widać było wzbierający zachwyt na jego twarzy. Kiedy skończyli przeglądać zawartość pudła Andrzej wyraził zdumienie.
– Emi, to jest kawał naszej historii. Nie mogę uwierzyć, że zaraz miną nam 3 lata. To piękne i niesamowite, że nadal jesteśmy razem.
To był ten moment, na który Emilia czekała.
– Nie miną nam 3 lat kochanie. – zmieniła ton z ciepłego na zimy tak nagle, że oczy Andrzeja zrobiły się ze zdziwienia okrągłe jak spodki. Emilia kontynuowała korzystając z zaskoczenia, które wywołały jej słowa – Nasza piękna i niesamowita historia zakończyła się wczoraj o 23:00. Przyszłam się pożegnać i oddać ci te rzeczy – jednocześnie wskazała na pamiątki i wyciągnęła nagranie z imprezy. Położyła Flipa przed już był chłopakiem i obserwowała. Andrzej na zmianę robił się zielony i blady. Na początku nie był w stanie wydusić z siebie słowa, ale jak wreszcie zaczął tyradę o tym jak ją kocha, jak mu przykro i że to wina alkoholu uznała że już wystarczy tej farsy. Wyjęła pudełeczko, do którego schowała klucz i położyła przed Andrzejem, jakby stawiała kropkę nad I. Ten ostateczny gest spowodował, że Andrzej zamilkł.
Emilia bez słowa wstała od stołu. Zabrała torebkę z kanapy i już ani razu się nie odwracając wyszła. Drzwi zamknęła bardzo cicho, żeby nie zakłócać samotności właściciela. Sama też potrzebowała ciszy. Złamane serce zaczynało rozpadać się na drobne kawałeczki i miała wrażenie, że nic nie jest w stanie zatrzymać tej katastrofy. Ale tak jest z miłością. Utrata tego co ofiarowaliśmy innym zawsze boli. Emilia miała przed sobą całe życie, żeby to zrozumieć. Teraz jednak, jak wielu przed nią i wielu po niej, odbierała pierwszą życiową lekcję.