Zadeptujesz mnie jak ścieżkę w parku
Skaczesz po sercu jak dziecko na placu zabaw
Twój śmiech rozchodzi się w nerwach
Rozrywa je na kawałki
Nadrabiasz zaległości z zakresu anatomii duszy
Niczym chirurg którym nie zostałeś
przygotowałeś się na sekcję zwłok
Skalpel błyszczał w dłoniach
tymczasem wręczyłam ci naręcze narcyzów
Kiedy zwiędną zaczniemy od nowa
Każdy we własnym wymiarze